rzut oka na kalendarz

Każdego roku próbuję zapomnieć o trzydziestym pierwszym grudnia z nowym zapałem. Ta wojna ma swoją historię. Na początku, wiadomo, żołnierz był młody i silny, a bitwy długie i krwawe. Niepamięć uzyskiwało się wiadomymi środkami, czas znikał na jakiś czas. Ale, jak śpiewa jeden: „to, co było, a nie jest, wraca po trzykroć”, pamięć wracała z hukiem i po latach upartej szarpaniny dotarło do księżniczki, że stany lękowe związane z totalnym pierwszy stycznia nie znikają po alkoholu ani żadnych innych używkach wchłoniętych poprzedniego wieczoru.  Pierwszego dnia nowego roku środek mnie wydawał się zawsze gdzieś daleko. Wszystko się chwiało do końca lutego najmarniej.

Potem próbowałam lokalnych imprez, stwierdziwszy, że na pewno szczęście leży na wycieraczce, więc po co się uganiać, wystarczą trzy piwa i zapiekanka. Local means global. Raz nawet spróbowałam imprezy z przebraniem,  miałam kapelusz z woalką i tańczyłam z psem pluto. Dom był dwupiętrowy, na górze, w pustym pokoju bez dzieci siedział w klatce biały królik (oryginalne zwierzę, nie, że gość przebrany). W nowy rok weszłam w towarzystwie białego królika. Nikt mnie nie szukał.

Ostatnio próbuję cyniczną postawę negującą. Nigdzie, nic, wcale. Jeszcze mi się nie udało wytrwać. Nie wiem, w jaki sposób trzydziestego pierwszego około szesnastej znajduję się w kilometrowej kolejce do kasy w Carrefourze, z szampanem, śledziem, serem i oliwkami, wykonując nerwowe telefony, gdzie by tu chociaż symbolicznie. Kilka godzin później patrząc na wybuchające fajerwerki, mam ochotę walić łbem o ścianę i umrzeć natychmiast.

Oczywiście pewien podstawowy wgląd w siebie pozwala na diagnozę: idealistyczne podejście i tęsknota za fajerwerkami we własnym wnętrzu. Nieuleczalna melancholia, poczucie pustki, potrzeba nadziei i inne świeckie poszukiwania sensu. W tym roku: nie. Nie, i jeszcze raz nie. Kasza jaglana z burakiem, czasowniki hiszpańskie z odmianą, herbata z sokiem malinowym Herbapolu, zero oglądania śpiewającej Kai na zmianę z Sydney już wita nowy rok. Dresik lub piżamka. Dwie kostki czarnej czekolady. Jeden odcinek serialu. Szklanka do połowy.

Reklamy
rzut oka na kalendarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s