Mindfulness

Słońce ma duże oczy, szeroki nos i pełne usta. Leży na narzucie, wyprodukowanej w Tajlandii, którą przywiozłam jako pamiątkę z Hiszpanii. Gwiazdy, księżyc, dwie takie wijaste meduzy i już, proszę, od razu robi się wschodnio. Jezu Chryste, jak mi nie pomoże mindfulness, to już nie wiem, co mi pomoże.

Liczę oddechy, trzymam rękę na brzuchu i pamiętam, że częściowo jestem tylko powietrzem. Bardzo mnie zdziwiło, że przepona działa pod prąd, rozluźnia się przy wdechu, a napina przy wydechu. To mnie bardzo zbliża do mojej przepony, jesteśmy teraz koleżankami. Ja też się spinam i rozluźniam zupełnie nie w tych momentach, co trzeba.

Nie myśleć. Podobno każdy oddech mnie zasila, co jakoś nie do końca wydaje mi się prawdą, ze względu na smog i inne rzeczy, ale nie idę za tą myślą, nie idę. Oddycham, próbuję oczyścić umysł. To jest mniej więcej tak, jakby robić porządek na wysypisku, na które przyjeżdżają coraz to nowe śmieciarki. Nie powinnam sobie teraz tego wyobrażać, tylko skupić się na oddechu. Zostawiam wysypisko, wdech, wydech, dalej nadjeżdżają, różańce dyndają na lusterkach, ignoruję je.

Ale towaru wiozą! Niektóre są pełne dużych, ciężkich i zużytych sprzętów agd, w innych szajs jest drobny i kolorowy, niektóre produkty są troszkę podgniłe, bo nie włożyłam ich do lodówki, tylko tak leżały w cieple bez sensu. Niektóre wyschły na wiór, nie wiem, po co je jeszcze trzymam, przecież to z zeszłego tygodnia jest.

Om, kurwa, om. Odkładam telefon, nie za głęboko, do kieszonki bocznej z suwakiem i zadaję sobie patrzenie przez okno. W autobusie. Będę patrzeć w oczy temu Tu&Teraz, o, proszę: pod wielką reklamą z piętnastolatką pomykającą w bikini po sztucznej plaży, klęczy babcia w trzech płaszczach, coś grzebie w kieszeniach, przerywa żebranie, wyciąga telefon i szuka ucha gdzieś pod chustę. Może dzwoni pani z prowidenta albo pan z banku millenium, chciałem uprzedzić, że ze względu na pani DOBRO nasza rozmowa będzie nagrywana. Jeśli pani nie wyraża zgody, proszę przerwać połączenie.

Może to nie żebraczka, tylko sama Beata Szydło ćwiczy się w wychodzeniu do człowieka prostego, zarobiła już trzy pięćdziesiąt i dzwoni do niej ochrona, że starczy.

Nadjeżdża śmieciarka za śmieciarką, teraz jedzie jakaś z mnóstwem papieru, Many words lead to exhaustion. Za dużo słów nie za dobrze. A wiesz, że jeśli nie dotykasz językiem podniebienia, to będzie mniej myśli? Ale nie będzie orgazmu.

Reklamy
Mindfulness

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s