Radio w samochodzie mam takie mniej nowoczesne, z gałką, nic na dotyk, na podczerwień ani na ultrafiolet. Nie łączy się przez bluetooth ani przez chmurę. Uważam, że do mnie pasuje.  Identyfikuję się również z moim samochodem, który, mimo wieku, jeszcze jeździ, jakby mu w ogóle nie zależało na przyśpieszeniu (prawda jest taka, że niczym już nie zaszpanujemy przy nowszych modelach.) No więc samochód jest z radiem, a radio ma gałkę. Którą się, kręci żeby się zamknęło!

Od tygodnia słyszę tylko o tym, że jest piękna pogoda! Wszystkich nurtuje lęk, czy się aby nie ochłodzi.  Ludzkość półkuli północnej zawładnięta przez wiosenną kreatywność. Niektórzy są in love bądź in pain, bądź czekają in vein, a słońce wspina się wysoko, a cienie się kładą, a ciepło głaszcze i rozpieszcza. Artyści tworzą spektakle, kuratorzy wystawy, pisarze piszą, muzycy grają, a w firmach toczą się nieustające smalltalk’i o pogodzie. A dajcie mi wszyscy święty spokój.

Kulturalnie jestem niedrożna, jedyne na co mam ochotę, to naprawdę poczuć to wiosenne coś, nawet jeśli troszkę śmierdzi smogiem i nieoczyszczona klimatyzacją (no okej, to w zasadzie tylko nawiew). Zakręcam radio, odkręcam okno. Chcę, żeby mi buchnęło zakurzoną wiosenną ulicą w nos i żeby nie chcieć od razu tego opisać. Nie szukać metafory na to, jak deszcz spadł na zaskoczony, ciepły chodnik i co się stało z powietrzem, gęstym od zapachu jak perfumy…. Aaaa, nie dam rady!

Uwierzcie – mimo, że siedzę tu i piszę, najbardziej cenię ludzi, którzy posiadają praktyczną, warsztatową umiejętność przeżywanie wiosny. Z profesjonalistami. Z fryzjerką, z panem sprzątającym ulice i dziewczyną z Nepalu, która lepi pierogi osiem godzin dziennie. Podchodzą do sprawy odpowiedzialnie, wiosna co roku przychodzi i odchodzi, ładne takie niebo, buty trzeba kupić dziecku, bo stopa mu urosła, schudnąć ze dwa kilo, działkę odgruzować, okulary słoneczne porysowały się w torebce od kluczy.

A jak się za dużo kombinuje, czyta i ogląda, to się mniej gapi i widzi.  I myśli ma się już takie przemielone, wtórne, ubrane w określenia krytycznoliterackie. A żeby jakieś porządny golas językowy, błąd, słowotwór albo chociaż onomatopeja jakaś.

Na szczęście pogoda się wypięła i zrobiło się telepiąco pod cienką kurtką, szruśtająco pod kołami, ćtaptająco pod nogami i zimnorąco na sercu. Zabutować, odtłuszczowić, podziałkować, nie zabujać. Przychodzi i odchodzi. W koło.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s